. >> sobota, 31 stycznia 2009 21:00:48
Brakuje mi inteligentnych ludzi. Ludzi, z którymi otwarcie można by było porozmawiać, podyskutować. Ludzi, którzy mimo swoich poglądów są w stanie wysłuchać strony przeciwnej i starać się ją zrozumieć nie obierając przy tym jako głównego celu rozmowy nawracania rozmówcy na własny tok myślenia. Z całym szacunkiem do środowiska, w którym żyję: mam wrażenie, że się cofam. Tak mało jest wokół mnie osób, z którymi można rozmawiać o czymś więcej niż o ulubionej pozycji w łóżku. Owszem, temat bardzo zajmujący, jednak nie w momencie kiedy wałkowany jest bez przerwy, kiedy staje się jedynym tematem, który zmusza do otwierania ust w celu innym niż ten seksualny. Denerwuje mnie kilka rzeczy. Większość ludzi jakich spotykam to idioci. Sympatyczni owszem, bardzo ładnie się uśmiechają, czasami nawet mają rozmaite talenty i wyrażają swoją chęć do zapewnienia światu pokoju. Doceniam to, jednak chyba są to jedyne pozytywy o których można wspomnieć w ich wypadku. Może to nie tak. Może to tylko ja straciłam resztki wiary w to, że społeczeństwo, w którym żyje wykazuje jakiekolwiek oznaki inteligencji. Może jeszcze nie wszystko jest stracone, a tylko mi wydaje się, że w ostatnim czasie (tym, w którym moja świadomość osiągnęła stan tolerowalny) intelekty zostały zastąpione przez narkotyczne uniesienia. Może to jest tak, że od kiedy seks i narkotyki przestały być tematem tabu stało się nim wszystko inne, a ludzie idąc za tą modą przestali chłonąć to, co wartościowe i słuszne. Większość mózgów przestała tolerować od czasu do czasu ukradkiem dostarczane informacje na wagę złota, wysyłając do odbiorców bodźce, aby ci nie zapominali o tym, że to moda stoi dziś na piedestale. Może nie mam prawa skarżyć się, bo sama do ideału mam daleko, może nie powinnam narzekać. Ale chyba mam szczęście, bo posiadam jakiś cudowny gen, który w momencie kompletnego ogłupienia daje mi kopa w tyłek i przypomina o tym, co ważne. Ten właśnie cudowny gen daje mi chęci do rozwoju, do wypłynięcia z tego bagna. Nie chcę, żeby wyszło tak, że traktuje większość ludzi jako ten niższy gatunek, któremu do wyjścia z tunelu i dostrzeżenia światełka inteligencji jest zbyt daleko, jednak chyba trochę tak jest. Wywyższam się, mimo tego, ze sama często nie potrafię nazwać rzeczy po imieniu, przyporządkować moich poglądów do konkretnej partii, rozwiązać banalnego zadania, czy po wejściu na konkretny tor myślenia odgadnąć myśli przewodniej. Denerwuje mnie to, że tak łatwo wtapiam się w towarzystwo, że tak szybko po wejściu do jakiegoś kręgu zaczynam śmiać się z żartów, których poziom przyprawiał mnie o mdłości gdy patrzyłam z zewnątrz. Ale chyba grunt to świadomość popełnianych błędów i chęci. Bo mimo tego, że są momenty, w których jestem pewna, że chcieć to nie zawsze znaczy móc, to staram się w to wierzyć i teraz właśnie ta konkretna wiara w mojej głowie osiąga apogeum.
komentarze [3]

;/ >> wtorek, 6 stycznia 2009 16:45:07
co za głupi portal... najpierw przez 2 miesiące nie działa, a później mi piszą, że porzuciłam bloga. poza tym u mnie wszystko ok. wszystkie dotychczasowe weny do napisania czegoś głębokiego odeszły w niepamięć, więc jak wrócą i o ile nie zablokują znów bloga, to wpadnę tu jeszcze;P a poza tym... Mmmm! ;*;* xD xD i Pacv oczywiście kocham;P
komentarze [1]

sam. same. sami. samemu. samotnosc. >> sobota, 18 października 2008 23:26:29
Myślę, że bez dotyku da się żyć. Żyć bez czyjegoś dotyku chyba się da.
Bez delikatności, niepewnych ruchów. Bez pocałunków, trzymania za rękę. Noszenia na rękach w tych prawdziwie ciężkich momentach. Da się żyć bez tego wszystkiego.
Bo powietrze to te łzy na czyimś ramieniu. To dzielone radości, sukcesy. Powietrze to krzyk, powietrze to wzajemność, powietrze to nie-bycie-samotnym.
Nie potrafię milczeć w chwilach skrajnych emocji. Apogeum strachu, apogeum szczęścia, apogeum zachwytu, apogeum smutku. Nie potrafię siedzieć, kiedy od środka rozrywa mnie energia. Nie potrafię mówić do ściany. Nie potrafię wytrzymać momentu, kiedy w odpowiedzi słyszę jedynie tykanie zegarka, trzask ognia w kominku. Chyba najgorszym momentem w życiu jest ten, kiedy każdy pójdzie w swoją stronę, a Ty przeżywasz wewnętrzną tragedię, bo nie masz do kogo otworzyć ust. Nie masz z kim podzielić się radością ze zdanego egzaminu, nowo-kupionej bluzki czy ciekawej książki. Dlatego niech wszystkie rzeczy materialne pójdą w odstawkę. Po co najnowszy telefon, kiedy książka adresowa daje nadzieje jedynie na namiętną rozmowę z operatorem sieci? Po co kino, kiedy siedzenia obok zajmują jedynie paczka popcornu, płaszcz i torebka? Po co te wszystkie, zimne cuda techniczne, kiedy nie ma ludzi? Nic, żaden komputer, gra, telewizor, samochód, telefon nie zastąpi dwóch kubków herbaty. Żadna bluzka, warta tysiące zł, nie zastąpi braku pieniędzy we dwoje. Nic nie zastąpi niczego. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Wszystko ma swoje indywidualne, niewymienne wady i zalety. A tak cholernie ciężko żyć bez dotyku.
I chciałam napisać, że ważniejsze jest słowo, uczucie, możliwość rozmowy z Przyjacielem.
Że w ogóle Przyjaciel ma wszystko na wszystko. Że noc we dwoje to pestka w porównaniu z nocą przegadaną z Przyjacielem. I sama bym sobie zaprzeczyła.




Przesadzam. Nie jest źle, jest wspaniale. Tylko ta muzyka..

komentarze [2]

nie ma. >> poniedziałek, 6 października 2008 18:03:45
..po prostu nie istnieje takie słowo, które przyciągnęłoby na stałe.
Nie istnieje taki gest, krzyk, myśl, nie ma sposobu, aby z pewnoscią zatrzymac przy sobie Szczęście, takie szczere w spojrzeniu, dotyku, uśmiechu, pocałunku, wyznaniu.
Bo to nigdy nie była kwestia wyglądu, jednego słowa.
Szczeście w zdobywaniu Szczęscia ma się lub nie.
Albo pechowo ma się do polowy. Szkoda tylko, że do tej pierwszej.
To nie jest niczyja wina, bo to mankament wrodzony.
Zaprogramowanie do braku czasu, nietrafnych, niestałych wyborów lub odległości lat.
I nikt, ale to nikt nie jest w stanie dac instrukcji obsługi, jak takie urządzenie przeprogramowac.
I tak cholernie trudno jest odbudowac raz zburzone zasady, raz zahwiany porządek.
A później boli, boli, boli.


Przeczytałam troche tutejszych wpisów.
Zauważyłam, że łatwiej jest pisac pod wpływem sentymentalnego kaca niż euforii.
Bo w wypadku tej drugiej emocji zawsze mam ochote na stawianie samych wykrzykników, co ciężko jest skomentowac - ewentualnie odpowiadajac interpunkcją na interpunkcję - e??!! :P:P
Wbrew temu wszystkiemu i temu teraźniejszemu jest pozytywnie.
Należy umiec oddzielac uczucia wyższe od życia codziennego, bo jak pozytywne czy niepozytywne by nie byly zawsze mają jakis nierzeczywisty wpływ na codziennośc.
A moim zdaniem lepiej byc w większosci czasu sobą, niż zakręconym bądź majacym autodestrukcyjne odruchy psycholem:P


Widzisz Pacvfko, jednak napisałam. Kocham Cię;)
komentarze [1]

:) >> niedziela, 21 września 2008 15:06:40
i znów chcą mnie pozbawic praw do mojego bloga:P a ja po prostu nie mam czasu i inwencji żeby tu pisac.. ale coś kiedyś napiszę;)
komentarze [1]

tara ra ra ra:P >> sobota, 26 lipica 2008 22:52:11
Gdzieś między chęcią bycia, a koniecznością niebycia.
Gdzieś między wyborem, a zakazem.
Gdzieś w miejscu, w którym utkwienie grozi zamknięciem w pomieszczeniu bez drzwi i okien, bez możliwości wyjścia na drogę przyjaznych perspektyw.
Nigdy się tam nie znajdę. I cholernie to doceniam. Teraz to widzę.
Różnica między szczęściem z wyboru, a wymuszoną, widzianą przez różowe okulary jego marną imitacją, tak bardzo razi w oczy.
I to dopiero jest straszne, przygnębiające.
Człowiek przecież musi odetchnąć choć przez krótki czas. Nie może żyć w ciągłym wyścigu, bo w pewnym momencie serce nie wytrzyma.
Ach, jak mnie to wkurza!

A u mnie tak dobrze, tak przytulnie. Jestem kim chce być i mam już plan kim będę:)
Tak dobrze mi z tą wizją, czuję, że znów stoję na twardym gruncie, a to daje poczucie bezpieczeństwa i myślowej wolności od ciągłych pytań „co dalej?”.
Przynajmniej na tę jedną chwilę mam wolne, całkowicie:P
Wiem jak bardzo wszystko odwróci się jeszcze, ale przecież nie mogę przewidzieć przyszłości, więc nie muszę się tym martwic.
Sprytnie, co?:P
I ciągle mnie nie ma, ciągle jest mnie za mało w tym miejscu, w tym tu, najbliższym. Przynajmniej ja tak uważam:]
Jutro znów będę daleko, znów nowi ludzie, nowe miejsce i nieprzewidywalna pogoda.
Kompletnie nie mam weny do pisania, wszystko ostatnio jest tak ekscytująco pozytywne, jednak w gruncie rzeczy zbyt rutynowe i normalne, aby jakoś się rozpisywać.
Naładowałam energię i znów mam wiarę w rzeczy, które za trzy miesiące staną się niewykonalne.
Ale tak już jest, taka kolej rzeczy.
Więc od jutra (ach, jak to obiecująco brzmi:]) zaczynam wykorzystywać swój wszechobecny zapał do osiągnięcia rzeczy, które w dużym uogólnieniu można przyrównać do zawładnięcia światem:P
Ale ja dam radę.

komentarze [0]

. >> poniedziałek, 30 czerwca 2008 23:35:17
O wolności.
O tym pieprzonym prawie do łapania oddechu, dotleniania komórek, wypuszczania odpadków.
O prawie mówienia, plucia jadem, obrony, pielęgnowania zranionego serca.
O prawie przebywania, bycia tam, gdzie trzeba, gdzie się chce.
O prawie do wykrzykiwania, płaczu, bólu, samotności.
O prawie wyboru, podejmowania decyzji.
O prawie do tego cholernego życia,
które wraz z tymi wszystkimi przyzwoleniami, pozwoleniami, wolnościami może stać się drogą przez góry, brzegi, doliny i tęczę.
Jeśli tylko zapragniesz, jeśli tylko zrobisz pierwszy słuszny krok, jeśli nikt nie stanie Ci na drodze, jeśli Ty nie poświecisz życia blokując przejście innym dążącym do samospełnienia, do przeżycia.
Jednak ty cholerny egoisto, przesiąknięty własnymi zachciankami, udawaniem i kłamstwami, przesiąknięty tym wszystkim z czego się składasz, bardziej niż do szpiku kości poświęcasz swoje życie.
Och, jak wspaniałe jest twoje poświęcenie, jakiego bólu od ciebie wymaga, jakiej koncentracji na własnym ja.
Jak cudowny jesteś w całej swojej wędrówce, gdzie postronni w twarz uśmiechają się z głębi serca jadowitą serdecznością.
Gdzie chwalą twoją mądrość, elokwencję, umiejętność dojścia do czegoś, wyznaczania sobie słusznych ideałów.
Gdzie cała ta komercyjna telewizja, radio kładą się u twoich stóp, aby usłyszeć choć jedno, kojące ich zniecierpliwione uszy słowo, bo przecież takich ludzi warto jest poznać, wynieść pod niebiosa, przecież tak ciężko pracowali aby dojść do tego, kim są.
Zazdroszczą ci.
Ale ty przez większość swojego cudownego życia, siedząc w wygodnym fotelu, niekiedy nie podnosząc nawet głosu, wymachujesz palcem jak magiczną różdżką, wypowiadając rozmaite zaklęcia: daj, posprzątaj, zrób, bądź, umieraj w cierpieniach gdy mam na to ochotę, gdy brakuje mi tej jednej, swoistej rozrywki.
Ale nikt nie zapyta.
Nikt nie jest w stanie spojrzeć trochę głębiej niż w napisaną wyśmienicie dobranymi słowami książkę.
Nikt nie jest w stanie wybić się poza ten hipnotyzujący, budzący strach, niski głos.
Strach – każdy boi się reakcji, boi się poznania prawdy o tym jakże inteligętnym, obytym w swoim środowisku człowieku, który swoimi opowieściami czaruje wszystkie kobiety, tęskniące za poziomem, którego nigdy nie mogłyby reprezentować, naszpikowane kompleksami własnej głupoty, łatwości, pochodzenia.
Najłatwiej jest porozmawiać, przytaknąć po raz setny, mimo, że usłyszane słowa, tak daleko mijają się z własną prawdą, przekonaniami, nie wtrącać się, aby nie rozpętać uśpionego piekła o którego istnieniu ma się głęboką świadomość, a później zwinąć sprzęt, wsiąść do samochodu i wrócić do własnej, dobrze traktowanej i szanowanej rodziny, a tam niech się dzieje co chce.
Dlaczego?
Dlaczego niektórych ludzi tak bardzo satysfakcjonuje zaborczość? Reżym? Dyktatura? Podporządkowywanie sobie każdego, uwikływanie w sieci każdej napotkanej osoby?
I znikąd ratunku, choć wołanie o pomoc przeszywa na wskroś.
Choć perspektywa przyszłości tak bardzo dobija, przytłacza.
Bo perspektywa jest nieistnieniem, bo perspektywa znika.
Bo odmówiono pomocy Osobie, której on stanął na drodze do własnego życia, prywatnej wolności, skakania po chmurach.
Bo prawo jest prawem, bo nie ma dowodu, bo nie widziałem, to nie uwierzę, nie interesuje mnie to, mam inne sprawy na głowie i tak strasznie mi przykro, że nie mogę Ci pomóc.
A Ty patrzysz tymi swoimi wielkimi oczami, w których kręcą się już łzy, bo nie masz siły.
Ale idziesz, idziesz, idziesz.
Nie cofasz się, pokonujesz przeszkody, nie zawsze sama-zawsze masz do pomocy jeszcze te pare rąk i ciut mniejszych oczu, które widziały niejedno.
I nieważne jak często powierzchnia po której stąpasz będzie niezmordowanie rzucała Ci kłody pod nogi.
Czasami się potkniesz, nie zauważysz, ale wstaniesz.
Masz kola ratunkowe, których możesz się chwycić zawsze kiedy zapragniesz, kiedy ostatni optymistyczny bodziec z uśmiechniętą minką zginie gdzieś po drodze do Ciebie i staniesz sama, niezauważona przez cały świat.
Nieważne jak daleko, nieważne na którym zadupiu, nieważne za którym rogiem i przy jakiej ulicy.
Zawsze są.
Te trochę kanciaste, czasem okrągłe, duże, małe, wysokie, niskie koła ratunkowe.
Bo nie tylko Tamten Cały Świat ma prawo do szczęścia, własnego życia, samodzielnie podjętych decyzji, bólu, płaczu, śmiechu i chodzenia przez tęczę.
Nie tylko Tamten Cały Świat, któremu nikt nie staje na drodze do przeżycia.
Ty też.
Bo Ty jesteś Tym Całym Światem. Jednym z Tych Światów. Tych wyjątkowo skomplikowanych Światów. Tych cudownych.
Jesteś – proszę trwaj.
Jestem- będę trwać.



Tylko nie popadnij w samouwielbienie:P
komentarze [2]

:) >> niedziela, 29 czerwca 2008 13:05:29
Już niedługo wydarzy sie tyle rzeczy.. nie wiem co pisac, nie wiem co myslec. Jestem szczęścliwa - kolejny raz. A reszta to samo życie - proste, choc tak niebanalne, jednak cudowne:)
komentarze [0]

:) >> poniedziałek, 12 maja 2008 14:30:57
Choć myślałam, zakładałam, że będzie lepiej niż jest teraz, to i tak patrzę dokoła i wszystko piękne jakby przez zielone okulary. I do tego reggae nastraja mnie mega-pozytywnie. Przecież nie pierwszy raz tak się czuję, pierwszy raz jednak czuję się naprawdę naiwnie.
Ale miałam prawo, prawda? Było, minęło..
Przecież jestem wspaniała, a mój potencjalny partner życiowy i nie tylko jest cholernym szczęściarzem.
Przecież niedługo zaczną kwitnąc słoneczniki.
Przecież mam wokół siebie tyle ludzi.
Przecież robię to co lubię i lubię to co mam.
Przecież tak naprawdę w głębi jestem bardzo zadowolona i dumna z mojego życia.
Przecież nie zasłużyłam na wyrzuty sumienia.
Słyszysz? Widzisz? Nie możesz mi nic wyrzucać.
Czysta karta – mogę wszystko.
Bo w końcu życie nie ma granic, a ja nie mam w pewnych momentach nic do stracenia.
W końcu mam już doświadczenie w kolejnej sprawie i mogę je wykorzystać w moim prywatnym dążeniu do ideału.


Dziękuję za wszystko, za to, że jesteś, choć czasami mam Cię dość. Za pyszne naleśniki, nocne wędrówki po Tatrach, przez Mazury, aż do Bieszczad. Kocham Cię Maleństwo;*

komentarze [1]

. >> sobota, 12 kwietnia 2008 20:54:48
Wszystko co ostatnio dzieje się w moim życiu jest zbyt osobiste, zbyt intymne aby zupełnie to uzewnętrznic. Wcale nie mam takiego zamiaru.
Jestem szczęśliwa, wszystko się zmienia, nastroje wirują, ale ich średnia arytmetyczna jest pozytywna.
Choc czesto bywa tak cięzko, po burzy zawsze wychodzi słonce. Wszyscy wiemy, że aby dostrzec piękno, sens, ideał i docenic cel naszego działania często potrzebny nam kontrastujący grad negatywów. Tak jest w życiu, jednak warto się starac. Nie można odpuszczac, bo wtedy wszystko szlag trafia, traci się pewnosc, wiarę w jakąkolwiek przyszłosc, wiarę w cokolwiek.
Nie narzekam na brak towarzystwa, nie narzekam na mało aktywne spędzanie czasu, jestem zadowolona ze swojej obecnej postawy w życiu.

Tylko.. znów potrzebuję jakiegoś potwierdzenia, podstawy, twardej skały, fundamentu. Czegos stałego, co pozwoliłoby mi uwierzyc w przyszłosc. Bo nic nie jest pewne, każda chwila czekania doprowadza mnie do szału.
Ale czas pokaże. Ostatnio doszłam do wniosku, że czekanie to bardzo trudne wyzwanie. Tak bardzo zmienia poczucie czasu.. ostatnio strasznie się wlecze. Noga za nogą. Nie lubię czekac, cierpliwosc nigdy nie była moją mocną stroną. Jednak wiem, że warto. Wierzę w to każdą komórką mojego ciała, każdym fragmentem duszy.


komentarze [3]

trudne, ważne. >> wtorek, 19 lutego 2008 22:34:11
Jr.29,11-14

"Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was - wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie - wyrocznia Pana - ."


Rz.8,28-30

"Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał - tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił - tych też obdarzył chwałą.


Prz.3,5-6

"Z całego serca Bogu zaufaj,
nie polegaj na swoim rozsądku,
myśl o Nim na każdej drodze,
a On twe ścieżki wyrówna."

komentarze [9]

"Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart." >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 21:27:16
Kolejny z takich dni, okresów kiedy najchętniej zapadłabym się pod ziemię i nie odzywala do nikogo.
Kolejny z tych dni, kiedy czuję, że nic nie jestem warta, że nic nie zrobiłam, nic nie osiągnęłam, nic nie potrafię, nikomu nie jestem potrzebna.
Kolejny z dni, w których wdaję się w rozmaite nałogi.
Kolejny z dni, kiedy czekam.
Kolejny z dni, w których czuję się zlewana przez resztę świata.
Kolejny dzień, kiedy czuję, że nie pasuje do tej układanki, że wsadzili mnie nie do tego pudełka puzzli.
Kolejny z dni, kiedy boję się reakcji na moje powitanie.
Koljeny, kolejny, dzień, noc, wschód, zachód.
Pieprzone lusterka.
Patrz na mnie, nie ignoruj, słuchaj i myśl pozytywnie.
Zwróc uwagę, zakręc się, zaczaruj.

komentarze [8]

nie. >> wtorek, 8 stycznia 2008 17:58:00
Bo nie chodzi o to, że kocham każdy gest, każdy uśmiech, każde słowo wypowiedziane, czy wypisane.
Bo to nie słowa, gesty, uśmiechy indywidualne, nie są znaczące.
Ale coś w nich jest, coś co rozrywa mnie od środka, co sprawia, że łzy napływają mi do oczu i jestem na siebie wściekła.. nawet nie do końca na siebie, ale na miejsce w jakim się znajduję.
Aż mnie ściska w żołądku.
Czemu to, co tak piękne jest ukryte daleko? Jest tak niedostępne i.. denerwujące?
Nie wiem.
Kiedyś, coś, gdzieś.
komentarze [2]

Pielgrzym. >> niedziela, 6 stycznia 2008 17:15:38
Tajemnicą Miecza był cel.
Co z nim zrobić, jak go wykorzystać.
I to dało mi do myślenia.
Mam wiele marzeń, celów, planów,
ale tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się nad jedną rzeczą.
Nigdy nie zadałam sobie najprostszego pytania,
które słyszę codziennie setki razy.
Dlaczego? W jakim celu? Co z tym zrobić?
Czy wszystko osiągam po to tylko by to osiągnąć?
Czy każde postanowienie wynika z "moich" zasad, systemu wartości?
Czy robię coś, "bo tak"?
Patrząc w to głębiej, analizując:
nie potrafię znaleźć innej odpowiedzi.
Robię coś dla drugiego człowieka.
Nie dlatego, że on tego potrzebuje,
wiec "dla" jest złym słowem - raczej "przez".
Bo chcę zaimponować, bo chcę być lepsza,
chce się wywyższyć, chcę aby ktoś mi zazdrościł, chcę się podobać.
I teraz, kiedy już wiem, nie potrafię wyobrazić sobie siebie w innej sytuacji, w innym miejscu, bez ludzi, bez mężczyzn.
Kiedy byłabym sama czy starałabym się cokolwiek osiągnąć?
Czy myłabym zęby przed każdym wyjściem z domu?
Czy katowałabym się dietami i wyrzutami sumienia?
Czy uczyłabym się, gdyby nie chęć ustawienia się w życiu, ponad wszystkim?
Czy układałabym, farbowałabym włosy?
Czy czytałabym tyle książek?
Czy używałabym encyklopedii?
Nie wiem.
Może robię to, bo lubię, bo chcę zaimponować sobie, chcę mieć satysfakcję.
Ale w większości robię coś, bo takie są normy, bo to podoba się innym.
Bo trzeba ładnie wyglądać, pachnieć, rozmawiać na poziomie,
mieć dobre oceny, dojść do czegoś w życiu.
A może to nie to jest tajemnicą Miecza?
Może, aby osiągnąć zamierzone cele trzeba czegoś więcej niż praw obowiązujących we współczesnym świecie?
Może trzeba tego naprawdę chcieć,
może trzeba najpierw zaakceptować siebie ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami?
z każdym głupim słowem, nieodpowiedzialną myślą, każdą porażką..
Może trzeba najpierw poznać samego siebie na wylot, aby coś zmienić, cos osiągać?
Bo jeżeli wszystko robimy "pod publikę",
aby kiedyś zaistnieć, stanąć na "świeczniku",
to czym jest pojedyncza jednostka?
Czym jest pojedynczy cel pojedynczego człowieka?
Dążeniem do wspólnego dobra?
Wyścigiem?
Kto lepszy?
Może przez to ślepe dążenie do celu nigdy tak naprawdę nie osiągnęłam pełni tego, co chciałam osiągnąć.
To zawsze wymykało mi się spod kontroli.
Patrząc przed siebie nie zauważałam, że tracę coś, do czego długo dążyłam.
Patrząc na jeden cel, robiąc wszystko żeby go osiągnąć nie zauważyłam jak po drodze gubię siebie,
jak ucieka to wszystko, co kiedyś było piękne.
A może na tym polega zmiana?
Czy nie da się zatrzymać po drodze wszystkiego?
Ale idąc na przód muszę gubic, muszę zapominac,
bo to wszystko kiedyś przeradza się we wspomnienie, historie.
Jak już osiągnę to, co chciałam zbiorę to wszystko do kupy,
nie cofając się i każda najmniejsza wartość, wróci na miejsce,
bo to całe moje życie.
A nie mogę zgubić części tego, co kiedyś wypracowałam,
bo jestem sobą z każdą moją wadą, zaletą, każdym słowem, myślą, czynem, raną, wspomnieniem.

komentarze [1]

Brakuje mi. >> środa, 5 grudnia 2007 16:10:01
Jak zwykle zaczynam od słów "brakuje mi".. Może dlatego, że rok temu wszystko/wszyscy byli na swoim miejscu, że padał śnieg i nie było takiej chlapy.. rok temu zgubiłam się z Sonią w lesie idąc do Pacvfki, a Michał popiegł po zakupy zostawione w szafce w delikatesach.. nie pamiętam co to byla za okazja, ale wieczorem siedzieliśmy w pokoju Wiki, przy świeczkach z gitarami i gadaliśmy o pierdołach..

"Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew.

Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...

Choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe

Nim stanie się tak
Jak gdyby nigdy nic nie było
Nim stanie się tak
JAK GDYBY NIGDY NIC "

A teraz siedzę w domu, dzień w dzień sama , z nikim się nie spotykam, ew. na weekendy do Sonii.. ale jest jakoś beznadziejnie inaczej.. już nie uciekają mi pociągi, nie mam codziennie zdartego od śpiewania gardła i bolących palcy od gitary.. za oknem ciemno, nie ma gdzie iśc, bo wszyscy są gdzieś daleko.. a w głośnikach Hey.. moze dlatego tak zatęsknilam.. Fajnie bylo wieczorem pojechac do Pacvfki, siedziec z Michałkiem, Prezeskiem, Sonią, Kubą, Adasiem, Wojtaskiem i oczywiście Wiką.. Pacvfka wracaj!! Bez Ciebie jakoś się wszystko rozlatuje..
:(
komentarze [4]




about me
fav me

guest book
////

archive
2006
grudzień (3)

2007
styczeń (3)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (3)
sierpien (4)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (3)
luty (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (2)

2009
styczeń (2)



credits
..Wy:*
.Mysza
.Pacvfka
.Słonik
.Kasia
.Kuba
.Ewa


mala-ola



by Ethlinn
pic by vladstudio.com